"Stara synagoga"
Maria Kozaczkowa
W małym miasteczku naprzeciw cmentarza
Stara bóżnica stoi spustoszała;
Już sam jej widok smuci i przeraża,
Że od lat tylu, jak matka czuwała
Nad snem swych dzieci, by ich nikt nie zbudził,
Choć im do żywych nie wrócić już ludzi!

Fronton ma wsparty na czterech kolumnach,
Jak Frasobliwy Chrystus wspiera głowę
Z taką rozpaczą, jak ojciec przy trumnach
Którym nie stało grosza na pochówek
I przypomina wszystkie po kolei
Ostatnie chwile swych dzieci z Judei.

Żydzi klęczeli, nawet płacz czyjś ustał,
Czekając salwy - lub cudu Jehowy....
- Ale milczała synagoga pusta,
Więc tylko niżej pochylili głowy;
Przed nimi każda w śmierć wiodąca droga
I ta bożnica - już chyba bez Boga!

Zorze wieczorne, złamane na szybach
Okien bożnicy, zdały się witrażem
A blask ich upadł niby łza matczyna
Na ową grupkę otoczoną strażą,
Rozjaśnił wiatrem rozdmuchane włoski
Na rękach matek dziewczynkom żydowskim.....

Potem na rozkaz dowódcy oddziału
Pluton po ludziach powiódł pistoletem,
- Tak się łamali, niby ździebła pomału,
Jak gdybyś kłosy podcinał bagnetem....
We wspólny dół ich Niemcy powrzucali
I buciorami ziemię zadeptali.

Jeden z żołnierzy do szczura podobny
Z twarzą od wódki na popiół wyblakłą
W bożnicy widząc świadka zbrodni,
Serią przejechał po patrzących oknach....
Długo spadały odłamki po rynnach
Szyb - jak przekleństwo za śmierć tych niewinnych

Stara bożnica....
Ona pamięta dotąd płacz obłędny
Matek, co na śmierć niosły swoje dzieci,
I krzyk, co echem powracał stugębnym
Z pustych już domów, w zrujnowanym Getcie,
I teraz płacze ślepymi oknami
Wpatrzona w cmentarz tych - pomordowanych

I do dziś stoi tu jej kikut nagi
Na wpół rozdarty wybuchem petardy -
I nikt rozebrać jej nie ma odwagi,
Bo budzi grozę tragizm rzeczy martwych.
- Tylko w przedsionku został kącik mały,
Dla modłów czterem, którzy pozostali.

A po cmentarzu, gdzie tylko głóg z wrzosem
Stanowią pomnik tym wdeptanym w ziemię,
Nocą dźwięk dziwny szumi w igłach sosen,
Jakby na apel wzywał bezimienne....
Może to Jahwe tak przemawia do nich
Czemu ich nie chciał - lub nie mógł obronić?

Powrót